środa, 22 lipca 2009
Z zapisków porzuconego dzidziusia
Jestem już długo, ale nie wiem ile. Robi się coraz ciaśniej. Pewnego razu obudziłem się głową do dołu i tak już zostało. Więcej słyszę i czuję. Czasami myślę, że czuję to, co Ona.
Nie lubię się. Po co ja się tutaj pojawiłem? Jestem bez sensu. Powinno mnie nie być.
Ona nigdy do mnie nie mówi, nigdy mnie nie głaszcze. Jego już dawno nie słyszałem. Ale słyszałem, jak Ona płacze. Też płakałem – bo Ją kocham.
Dzisiaj jest strasznie – boli mnie głowa, coś mnie pcha w dół i ściska. Boże ratuj mnie. Słyszę dużo głosów. Ona krzyczy. Oni coś jej zrobili. Boże ratuj.
Nie chce od Niej iść, NIE CHCE. Mam tylko Ją.
Jest mi zimno. Nie ma nic, nie ma Jej, ale Ją słyszę – tylko inaczej. Jest bardzo jasno i głośno. Coś ze mną robią, ale to już nie boli.
Dali mnie Jej, ale Ona mnie nie chciała dotknąć. Zabrali mnie.
Może Ją jeszcze zobaczę. Ja chcę do Niej – mam tylko Ją.
Woda leci mi z oczu. Dużo wody. Długo nikt nie przychodzi. Nie ruszam się.
U Niej się ruszałem. Było fajnie. Gdy Ona szła, kołysałem się.
Karmią mnie, potem śpię i śni mi się Jej głos. Gdy mnie kąpią, czuję się przez chwilę jak Tam. Ale potem znowu jestem sam. I słyszę płacz innych. Dużo płaczu.
Tu nie jest już jak Tam. Czuję zimno, czuję więcej bólu i bardzo tęsknie. Nie wiem dlaczego, ale bardzo – tak bardzo, że cierpię. Nikt mnie nie przytula. Tylko dają jeść i idą. Ale ja nie wołam tylko jeść, ja wołam do Niej. Dlaczego jestem sam? Dlaczego w ogóle jestem – tylko dla cierpienia? Jaki mam sens? Nie mam sensu.
Woda leci mi z oczu. Nikt nie przychodzi, bo przed chwilą jadłem.
Już długo jestem Tutaj. Nie wiem, jak długo. Myślę, że dłużej tego nie wytrzymam. Nie ruszam się. Nie mówią do mnie. Słyszę dużo płaczu innych.
Widzę tylko sufit – cały czas sufit. Koło mnie leżała taka jak ja – bez sensu. Ale Oni do niej przyszli. Wzięli ją na ręce i pocałowali – widziałem. Przez chwilę nie płakała. Potem poszli, ale znowu wrócili i tak wiele razy. Wszyscy byli szczęśliwi. Raz wzięli ją ze sobą i już jej nie słyszałem.
Ja też chcę być szczęśliwy. Dlaczego jestem gorszy? Dlaczego jestem gorszy? Przepraszam, że jestem gorszy, że jestem zły. Ja też chcę do Nich. Żeby mnie przytulili, żeby mnie pocałowali, żeby mnie wzięli.
Boże ratuj mnie. Ratuj.
Leżałem długo. Przyszli inni. Tak ładnie wykrzywili usta, ja też wykrzywiłem. Cieszyli się. Wzięli mnie na ręce. A potem poszli …
Znowu są. Są. Zabrali mnie Gdzie Indziej. Słyszałem tam to, co u Niej – bzyczenie, ćwierkanie, brumczenie. Czułem powietrze, wiatr na policzku. Czułem inny zapach. Byłem taki szczęśliwy, że nawet kropla wody nie popłynęła.
Ale znów mnie zostawili, poszli. Byłem sam. W nocy popłynęło dużo wody z moich oczu. Czułem Boga i krzyczałem wtedy: ratuj!
Długo ich nie było, ale przyszli. Często przychodzili i pewnego razu zabrali mnie Na Zawsze.
Teraz jestem Na Zawsze. Ale w nocy śni mi się płacz, dużo płaczu. Oni tam płaczą, tak jak ja płakałem. Oni czekają. Oni naprawdę cierpią. Myślą, że są bez sensu.
czwartek, 19 lutego 2009
Drzewa
Sa drzewa, ktore jako nasiona zostaly rzucone na dobra glebe w miejcu, gdzie bylo wystarczajaco cieplo i wilgotno, gdzie wiatr byl zawsze umiarkowany. Takie drzewa rosna szybko i prosto. Czuja sie piekne, sa zawsze spokojne o swoj los.
Sa drzewa, ktore jako nasiona zostaly rzucone na glebe w miejscu, gdzie nie bylo tak cieplo i wilgotno, a wiatr byl silny. Takie drzewa rosna krzywo. Nie czuja sie piekne i nie sa za takie uwazane, boja sie o swoj los, musza walczyc o to, aby nie zostaly wyrwane z ziemi z korzeniami.
Krzywe drzewa ida przez zycie przez wiart i deszcz. Smagane i wywracane powstaja i ida dalej.
Krzycza i swiszcza, az Los da im towarzysza, ktory je osloni.
Sa drzewa, ktore nigdy nie wystawiaja sie na dzialanie ostrego slonca, wiatru lub deszczu. Chca byc zawsze piekne i beztroskie. Wiatr nigdy nie swiszcze i nie krzyczy w ich galeziach, nigdy nie sa powalone zmeczeniem, nie chca sie narazac i oslaniac zadnego innego drzewa. Chca byc wolne.
Na koncu swojego czasu kazde z drzew pokaze sie Ogrodnikowi. Ogrodnik zas ceni najbardziej takie drzewa, ktore nie oszczedzaly swojej kory i galezi, te wysmagane, powyginane, ktore oslanialy inne drzewa i nie poddaly sie pokusie ucieczki przed niepogoda.
Afrykanskie drzewo
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Rzeżnik
Dlaczego za punkt honoru stawia sobie Obama tę ustawę jako pierwszą?
- Lobby aborcyjne jest w Ameryce bardzo silne. Lekarz dokonujący aborcji zarabia kilkaset dolarów na godzinę i zabijanie dzieci (a on wie najlepiej "co" zabija) przynosi mu wymierne profity.
Z części swoich pieniędzy finansuje później np. demokratę Obamę.
Dlaczego Amerykanie głosowali na rasistowskiego prezydenta (sympatyzował z rasistami oraz komunistami)?
- Czarni głosowali na niego, ponieważ widzieli tylko czarny kolor jego skóry, biali - ponieważ obiecał im nowy American Dream, a wielu z nich jest po prostu za aborcją (nawet tak brutalną).
I tu nasuwa się nowe pytanie: Jak konserwatywni Amerykanie mogli zagłosować na kogoś, kto jest tak liberalny?
Barack Obama nie uznaje nienarodzonych za ludzi, tak jak nie uznawano kiedyś za ludzi czarnych niewolników. W niektórych stanach Murzyna można było bezkarnie zabić lub sprzedać, Murzyni nie byli uważani za obywateli, nie mieli praw.
(nie znam autora zdjęcia)
24.01.09
Zgniłe owoce
W ubiegłym roku w niemieckich księgarniach ukazała się książka pt. "Deutschlands sexuelle Tragödie" ("Niemiecka seksualna tragedia") autorstwa pastora Bernda Siggelkow i Wolfganga Bueschera. Podtytuł brzmi "Gdy dzieci nie uczą się, co to jest miłość".
Książka jest zbiorem wywiadów na temat rodziny i seksu z 33 uczniami w wieku od kilku do kilkunastu lat.
Autorzy przedstawiają dzieci z rozbitych rodzin, z których wiele nie doświadczyło w życiu miłości rodziców, a niektóre nie wiedzą nawet, co to znaczy być przytulonym. Dzieci te nie wiedzą, co to szacunek lub sfera prywatna. Przypadki przedstawione nie dotyczą na szczęście 100% niemieckich dzieci, ale pokazują dokąd to społeczeństwo zmierza,
gdy dzieci zostawione są same sobie i gdy konfrontuje się je z rzeczami, które są dla nich za trudne "do przerobienia". Autor książki mówi w wywiadzie telewizyjnym: "Nasz kraj tego nie przeżyje".
Oto niektóre z szokujących fragmentów publikacji:
"Jedenastoletnia dziewczynka czuje się brzydka, ponieważ nigdy jeszcze nie spała z chłopakiem."
"Szesnastolatek uprawia seks grupowy ze swoją matką."
"Siedemnastoletnia Jessie chodzi od dawna ze swoją 15 lat starszą matką do klubów aby poznawać mężczyzn. Jessie mówi, że spała już z 51 mężczyznami, swój pierwszy raz przeżyła w wieku 12 lat. Jej mama lubi młodych chłopców i czasami sypia z ex-przyjaciółmi swojej córki. Czasami uprawiają seks grupowy."
"Ośmioletni Wiktor obejrzał pierwszy film porno w towarzystwie mamy w wieku ośmiu lat. Jego mama uważa, że treść takich filmów jest czymś naturalnym dla człowieka."
Autorzy książki uważają, że rozmawianie o seksie już przestało być tabu, ale za to tabu jest rozmawianie o skutkach rozwiązłości seksualnej, a ja dodam, że i o wstrzemięźliwości również.
W Niemczech powstają ostatnio ośrodki pomocy dzieciom - katolickie i protestanckie.
Autor książki założył w 1995 roku taki ośrodek "Arka" w Berlinie. Dziś jest już kilka takich ośrodków.
W Polsce mówi się ostatnio o potrzebie edukacji seksualnej dzieci (nawet małych).
Niemcy już dawno konfrontowali swoje dzieci z tą tematyką i wcale nie jest lepiej, jeśli chodzi o moralność i życie seksualne - jest gorzej. Więcej chorych wenerycznie, więcej ciąż u nastolatek, więcej samotnych matek, więcej rozwodów, więcej zboczeń. Tutaj jest ogólnie dostępna pornografia, antykoncepcja i aborcja. Dzieci wiedzą o seksie bardzo dużo (również z pisemek dla młodzieży), ale nie wiedzą, co to prawdziwa rodzina, miłość, wierność, czekanie na seks.
Jedni ludzie drwią z moralności, rodziny, czystości, wiary, a inni (przeważnie chrześcijanie) zajmują się później ich zdemoralizowanymi dziećmi i wnukami. Sama byłam wolontariuszką (jedną z wielu tzw. ciemnych katoliczek i katolików z ciemnogrodu) przy kilku katolickich ośrodkach zajmujących się dziećmi zostawionymi samymi sobie. Ośrodki te prowadziły siostry Urszulanki i księża Salezianie.
Słyszałam, że do furty sióstr w środku nocy przybiegały dzieci z domów, w których źle się działo i były zawsze przyjmowane. W Polsce wiele parafii i klasztorów prowadzi taką działalność, ale niestety ludzi tych się nie pokazuje w mediach, bo po co pokazywać ciemnogród.
Drwijmy z moralności, a zobaczymy zgniłe owoce na następnych pokoleniach.
Uczmy dzieci szacunku do ludzi, szacunku do seksualności oraz wiary ojców, a będą szczęśliwe.
Mąż niech szanuje żonę, a żona męża. A jeżeli ktoś ma z tym trudności, niech idzie na terapię i modli się. Będzie lepiej.
Okładka książki.
2.01.09
Rodzice i córka
Zanim zaczniesz czytać, kliknij na ten link, a w czytaniu będzie towarzyszyła Ci muzyka.
http://pl.youtube.com/watch?v=XPjBOMS41eM
- piosenka TGD "W cieniu Twoich rąk"
Ostatnio natknęłam się na tekst mówiący m.in. o wychowaniu córek- wywiad z Markiem Dziewieckim.
Przytoczę kilka fragmentów:
"- Bycie Bożą księżniczką kształtuje się od dzieciństwa. Zadaniem ojców jest ochraniać córki, otaczać je czułością,podziwem i szacunkiem. Wtedy mają one dobry wzór mężczyzny i tym kryterium mierzą kandydatów na mężów. Dojrzała nastolatka nie szuka kopii swojego taty, ale kogoś równie dojrzałego, troskliwego i szlachetnego. Dla dziewczyny, która nie ma prawidłowego wzoru ojca,każdy chłopak może wydawać się księciem z bajki. Podobnie jak dla ludzi nieszczęśliwych szalenie atrakcyjny wydaje się alkohol.
- Mając ojca alkoholika, dziewczyna wybiera zwykle męża z podobnym problemem...
- Niestety, tak często się zdarza. Dziewczyna z rodziny, której rodzice byli alkoholikami, całym sercem marzy o odpowiedzialnym i trzeźwym mężu, a często wybiera innego kandydata,gdyż sądzi, że wie, jak z nim postępować. Wierzy, że nie popełni błędów swojej mamy i że go uratuje. Zwykle właśnie wtedy przegrywa...
(...)
- Rodzice są zwykle przekonani, że łatwiej jest wychować córkę niż syna. Córki są bardziej posłuszne, pracowite,zdyscyplinowane. Nie jest to jednak prawdą, gdyż córka jest bardziej niż syn wrażliwa na zranienia emocjonalne i moralne, na kryzysy rodzinne, a także na negatywny wpływ środowiska. Mocniej przeżywa własne słabości i rozczarowania. Potrzebuje nieustannych znaków miłości i troski, serdecznych rozmów i słów otuchy. Potrzebuje rodziców, którzy z czułością i dyskrecją wsłuchują się w jej radość i łzy, w jej słowa i milczenie, w jej wrażliwość i lęki, w jej poczucie osamotnienia czy bezradności. Wychowanie córki to pomaganie, by stała się „artystką”, anie „rzemieślnikiem” w przeżywaniu i wyrażaniu człowieczeństwa. To naprawdę towarzyszenie w narodzinach drogocennej perły...
- Na czym polega specyficzna rola matki w wychowaniu córki?
- Wychowanie córki wymaga obecności obojga rodziców,jednak o niektórych sprawach córka chętniej rozmawia z mamą. Głównie od niej — na zasadzie utożsamiania się lub na zasadzie buntu! — córka uczy się bycia kobietą, a także sposobu odnoszenia się do samej siebie i do innych ludzi. Roztropna matka pomaga córce w stawaniu się prawdziwą kobietą, która fascynuje dobrocią i głębią duchową, a nie tylko zewnętrznym wdziękiem. Uczy ją poczucia wartości i godności oraz szacunku do samej siebie. Najpierw jednak przygotowuje córkę na przyjęcie „niespodzianki”, jaką jest osiąganie dojrzałości płciowej oraz uczy ją cieszyć się swoją urodą w taki sposób, który nie prowokuje mężczyzn. Towarzyszy jej też w czekaniu na tego jedynego mężczyznę,który potrafi dochować miłości i wierności na zawsze. Córka najlepiej rozwija się wtedy, gdy jest kochana przez mamę, która cieszy się swoją kobiecością i która jest świadoma własnej godności.
- A jaki może i powinien być wkład ojca w wychowanie córki?
- Tata to pierwszy mężczyzna, z jakim córka ma bliski i stały kontakt. Wszystko jednak zależy od tego, jaki jest to kontakt. Córka może być bowiem dla swego taty prawdziwą królewną albo kimś, kto jest ignorowany, a nawet bity i poniżany, jak to ma miejsce na przykład w wielu rodzinach alkoholików. Dojrzały ojciec zaciekawia córkę swoją męską innością i daje jej poczucie bezpieczeństwa. Ojciec niedojrzały przeraża i zniechęca do kontaktu z mężczyznami. Nieobecność lub zła obecność ojca sprawia, że córka odczuwa bolesną pustkę, jest dosłownie głodna czułości i bliskości serdecznego mężczyzny. W konsekwencji łatwo uzależnia się od mężczyzn. Szuka u nich czułości,jakiej nie doznała od własnego ojca.
Dojrzały ojciec buduje więź z córką w kontekście emanującej miłością i szacunkiem więzi z żoną. Dzięki temu córka uczy się integrować swoją przyszłą rolę żony i matki. W okresie dorastania tata towarzyszy jej w odkrywaniu kobiecości i w budowaniu czystych więzi z chłopcami. Gdy córka cieszy się jego całkowitą dyskrecją i czułym oraz cierpliwym wsparciem, wtedy nie szuka przypadkowych i płytkich znajomości z mężczyznami. Właśnie dlatego potrafi wychować sobie dobrego kandydata na męża i krytycznie obserwować jego zachowania nawet wtedy, gdy jest w nim bardzo zakochana. W oparciu o więź z tatą córka tworzy sobie podstawowe wyobrażenie o mężczyznach i o sposobach kontaktowania się z nimi. Jeśli to wyobrażenie jest jednostronne czy zupełnie błędne, trudno będzie je skorygować w dorosłym życiu...
- A jeśli rodzicom wydaje się, że ich trud idzie na marne?
- Jeżeli rodzice szlachetnie wychowali swoje potomstwo, to owoce przyjdą. Dorastające dzieci, błądząc, czasem muszą trochę pocierpieć, by zmądrzeć, ale dobre rady i modlitwy rodziców przyniosą pozytywny skutek. Trzecim, obok miłości i wymagań, warunkiem mądrego wychowania jest demaskowanie zagrożeń. Warto rozmawiać o tym,co złego dzieje się w szkole czy w środowisku rówieśniczym. Trzeba chronić dzieci przed chorą filozofią życia lansowaną przez liberalne media."
To co zostało przytoczone powyżej na temat wychowania córki nie jest zawsze łatwe w realizacji, ale warto i nawet trzeba się starać.
Nasza córeczka skończyła dziś nad ranem 4 latka. Niecałe 5 lat temu dostaliśmy dziecko - wielki dar. Możemy ją kochać i możemy się nią opiekować. Dzięki Ci Boże i pomagaj nam.
(tak bez okazji).
14.01.09
Dzieci to nie aniołki
Według Dobsona dzieci testują rodziców i sprawdzają, ile im wolno, jak bardzo daleko mogą się posunąć i gdzie jest granica takiego, czy innego zachowania.
Dzieci nie są z natury potulne (no może niektóre), uległe, grzeczne, moralne. Małe dzieci oraz dzieci starsze potrafią być okrutne względem rówieśników i młodszych. Dzieci lubią się buntować, są ciekawe świata, ludzi, siebie nawzajem (łącznie ze sferą płciowości) i mogą już jako maluchy zostać bardzo zdemoralizowane przez ludzi, którzy powiedzą i pokażą im za dużo ze świata dorosłych.
Dzieci pozbawione wychowania staną się tzw. patologią, dzieci jakoś wychowywane, ale pozbawione miłości, mogą stać się patologią, ale nawet jeśli się nią nie staną będą nieszczęśliwe. Dzieci wychowywane bez moralności, skrzywdzą siebie i innych.
Nie da się wychować dzieci bez miłości i dyscypliny. I myślę przy tym, że jedno nie wyklucza drugiego. Bezstresowe wychowanie na wzór skandynawski uważam raczej za demoralizację dzieci, niż wychowywanie. Jak to powiedział kiedyś jeden z niemieckich kabareciarzy: "Kiedyś żeby być nauczycielem trzeba było mieć wykształcenie, dzisiaj trzeba mieć jeszcze broń." Nie tylko w Polsce nauczyciele boją się uczniów, w innych krajach boją się ich jeszcze częściej.
Wielu osądzą rodziców po zachowaniu ich dzieci. Bo rzeczywiście dziecko jest jak gąbka, która nasiąka tym, co jest w jej otoczeniu.
Z drugiej strony nie można odsądzać od czci i wiary rodziców, których dzieci lubią szaleć, są nadpobudliwe z natury, powiedzą coś "głupiego" lub kopną kolegę.
Dzieci rodzą się małymi dzikusami, jeśli pozbawimy je wychowania zostają dalej dzikusami, jeśli będziemy starali się je wychować, ukształtujemy je na takich ludzi, jakich oni zobaczą w nas lub jakich obiorą sobie za autorytety.
Naturalnie ludzie mają wolę i mogą np. wychowawszy się w patologii zapragnąć zmienić się i dokonać tego.
Zdarza się też tak, że ludzie mający kochających rodziców, schodzą na manowce życia.
Oba przypadki są jednak rzadkością.
Według mnie bardzo pomocny w wychowaniu jest Bóg - dobry Jezus, który zawsze podniesie człowieka w trudnej chwili i pomoże nie stracić głowy, gdy wszystko jest super.
Jeśli mówimy dziecku, że Bóg zawsze mu pomoże i pokazujemy mu na naszym przykładzie i przykładzie innych ludzi, że tak jest w praktyce, dziecko to zapamięta i gdy nas już zabraknie, w trudnej chwili nie załamie się, ale wiara da mu nadzieję, że wszystko może być dobrze, że nawet cierpienie może mieć sens i że z cierpienia można wyjść. Wiara w Boga daję siłę do niesienia trosk codzienności, kiedy wszystko może wydać się tylko monotonią, nuda i bezsensem i kiedy zabraknie miłości do bliskich.
A widzimy wokół siebie, że i z miłością bezwarunkową człowiek się nie rodzi, ale musi się jej uczyć i walczyć o nią. Miłość to nie uczucie, ale czyny i wierność danemu słowu - to będziemy mówić dzieciom. Wierność nawet wbrew sobie.
A tak w ogóle uważam, że wychowywanie dzieci nie jest łatwe.
Nasze dzieci (4 latka i 1,5 roku) razem na podium. Hamburg.
Nasza córeczka w polskim kościele w Hamburgu.
Nasz synek w swoim momencie refleksji. Hamburg.
08.01.09
Brzydkie kaczątko
-bo go nie kochali - odpowiadam zgodnie z prawdą
- a kto kochał brzydkie kaczątko?
-a ty mamusiu mnie kochałaś, jak mnie urodziłaś, a tatuś mnie kochał? - pyta zaniepokojone dziecko
- kochaliśmy Cię zanim pojawiłaś się w brzuszku - odpowiadam
córeczka uśmiecha się szczęśliwa
- a dlaczego mama nie kochała brzydkiego kaczątka? - moje dziecko ostatnio często o to pyta (widocznie bardzo ją to zajmuje)
na szczęście w disneyowskiej wersji tej bajki kaczątko odnajduje swoją kochaną mamę - a moje dziecko za każdym razem, gdy ogląda krzyczy szczęśliwe:
- mamusiu zobacz, kaczątko ma już mamę, mama przytula kaczątko
W świecie realnym istnieje tyle porzuconych brzydkich kaczątek. Jeśliby tylko dać im szansę w postaci rodziny zastępczej, rodzinnego domu dziecka lub adopcji wyrosłyby z nich piękne łabędzie, a tak usychają z braku miłości w tych bezdusznych, zimnych domach dziecka. Wiem, bo byłam tam przez chwilę wolontariuszką.
Dzieci przybiegały (przeważnie te młodsze) i pytały, czy może mnie Pani przytulić. I tak obstawiło człowieka sześcioro dzieci i chciały być przytulone - brakowało im dotyku matki.
Brakowało im matki.
moja córeczka powiedziała:
-mamusiu, my też weźmiemy do siebie takie smutne kaczątko
myśleliśmy o tym z mężem jeszcze przed ślubem
19.07.08
Seks
Aborcja.
Czternastolatka, piętnastolatka, szesnastolatka w ciąży.
Ciąża z gwałtu, ciąża z ciekawości seksu, ciąża z rzekomej miłości.
Najbardziej kontrowersyjna jest tu ciąża z gwałtu, która od razu kwalifikuje się do aborcji. Jedna zbrodnia na kobiecie za drugą: najpierw przeżyła gwałt, obciążmy ją jeszcze syndromem poaborcyjnym. A może pomóc jej urodzić i oddać do adopcji? Spójrz tutaj: http://zycnieumierac.bloog.pl/foto,4123380,gal,296616,.?ticaid=6616f
http://www.hli.org.pl/pl/obr_zycia/aborcja/aborcja2.html
Ciąża młodocianej matki z ciekawości seksu lub rzekomej miłości powinna nie dojść do skutku, ale dziewczyna nie stosowała antykoncepcji. Dajmy czternastolatkom, piętnastolatkom, szesnastolatko antykoncepcję do ręki, niech zażywają - nie będzie aborcji.
Niektórzy myślą, że to załatwi problem, ale Ci zacofani konserwatyści nie chcą się na to zgodzić.
Lekarstwem na ciąże młodocianych i aborcję nie jest antykoncepcja. Lekarstwem jest dobre wychowanie.
Dać młodym osobom antykoncepcję i prezerwatywy do ręki, to zachęcać do seksu.
Czy nastolatkowie są na tyle dojrzali psychicznie i fizycznie aby podejmować współżycie.
Jeśli nawet mówią, że to "z miłości". Jaki procent takich miłości przeradza się w coś trwałego na całe życie, czy są to dojrzałe miłości? Zakochanie w tym wieku jest czymś pięknym, ale czy musi kończyć sie w łóżku?
Dlaczego zachęcać dzieci do seksu, dlaczego? Dlaczego nie mówić, że warto poczekać?
Dlaczego w domach, szkołach, mediach nie mówi się o tym, że wstrzemięźliwość jest czymś dobrym, czymś pięknym?
Wstrzemięźliwość, inaczej czystość, jest dziś ośmieszana. To jest głupie i staromodne.
I tak przychodzą do ginekologów modne dziewczyny z nadżerkami, zapaleniami przydatków, chorobami wenerycznymi (NASTOLATKI). Do psychologów przychodzą dziewczyny ze złamanym życiem. Bo kochała się z jednym (to była miłość), ale on zostawił. Kochała się z drugim (to była miłość), ale on odszedł. Pojawił się trzeci, ona wiedziała, że musi zrobić dla niego wszystko, bo on odejdzie.
Kobieta porzucona dwa razy, nie będzie wolna w kolejnym związku, strach przed odejściem tego kolejnego będzie jej nieustannie towarzyszył.
Wiem, co mówię, bo znam kilka takich dziewczyn.
Wiele z nich łapie faceta po prostu na dziecko, inne panicznie boją się kolejnych związków i są same, inne zmuszają jakoś faceta do zalegalizowania współżycia, ale ich życie to nie sielanka.
Na tzw. zachodzie antykoncepcja i aborcja są bardziej dostępne niż u nas, ale i rozwodów jest też więcej. Niektóre kobiety mają kilkoro dzieci, każde z innym mężczyzną. Wiele samotnie wychowuje dzieci.
Antykoncepcja i aborcja nie uczynią nas szczęśliwymi. Mądre wychowanie dziewcząt i chłopców uczyni nas szczęśliwymi.
Gdy wasz syn idzie na randkę, nie dawajcie mu prezerwatywy do ręki, ale powiedzcie, aby szanował dziewczynę, szanował siebie. Chłopcy nie są buhajami rozpłodowymi, są młodymi ludźmi, którzy potrzebują mądrego nakierunkowania na życie.
Gwarantuje, że można wytrzymać bez seksu nawet do ślubu. Od wstrzemięźliwości nikt nie umarł. Fakt - trzeba nad sobą pracować i nauczyć się być silnym.
Jeszcze jedno. Mężczyzna, który umie panować nad popędem, będzie wiernym mężem.
Nie potępiam NIKOGO. Potępianie jeszcze niczego nie naprawiło i nikomu nie pomogło. Obserwuje świat i widzę. A wy nie widzicie?
18.06.08