poniedziałek, 26 stycznia 2009

Rzeżnik

Barack Obama - pierwszy czarny prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki - przeciwnik wojny w Iraku i bazy Guantanamo stwierdził już podczas kampanii wyborczej w 2007 roku, że pierwszą ustawą jaką podpisze jako prezydent będzie ustawa FOCA zezwalająca na aborcję w każdym trymestrze i z każdego powodu, będzie miała ona moc prawną przewyższającą prawa stanowe. Dozwolona będzie aborcja przez częściowe urodzenie, tzn. zabicie dziecka podczas porodu oraz dobijanie dzieci, które przeżyły aborcję. Nastolatki będą mogły bez przeszkód (nie powiadamiając rodziców) poddawać się zabiegowi, zostanie zniesiony też czas na zastanowienie się. Sprzeciw wykonania aborcji będzie karany.

Dlaczego za punkt honoru stawia sobie Obama tę ustawę jako pierwszą?
- Lobby aborcyjne jest w Ameryce bardzo silne. Lekarz dokonujący aborcji zarabia kilkaset dolarów na godzinę i zabijanie dzieci (a on wie najlepiej "co" zabija) przynosi mu wymierne profity.
Z części swoich pieniędzy finansuje później np. demokratę Obamę.


Dlaczego Amerykanie głosowali na rasistowskiego prezydenta (sympatyzował z rasistami oraz komunistami)?
- Czarni głosowali na niego, ponieważ widzieli tylko czarny kolor jego skóry, biali - ponieważ obiecał im nowy American Dream, a wielu z nich jest po prostu za aborcją (nawet tak brutalną).
I tu nasuwa się nowe pytanie: Jak konserwatywni Amerykanie mogli zagłosować na kogoś, kto jest tak liberalny?

Barack Obama nie uznaje nienarodzonych za ludzi, tak jak nie uznawano kiedyś za ludzi czarnych niewolników. W niektórych stanach Murzyna można było bezkarnie zabić lub sprzedać, Murzyni nie byli uważani za obywateli, nie mieli praw.


(nie znam autora zdjęcia)
24.01.09

Zgniłe owoce

Długo zastanawiałam się nad tym, czy pisać na ten temat i doszłam do wniosku, że trzeba.
W ubiegłym roku w niemieckich księgarniach ukazała się książka pt. "Deutschlands sexuelle Tragödie" ("Niemiecka seksualna tragedia") autorstwa pastora Bernda Siggelkow i Wolfganga Bueschera. Podtytuł brzmi "Gdy dzieci nie uczą się, co to jest miłość".
Książka jest zbiorem wywiadów na temat rodziny i seksu z 33 uczniami w wieku od kilku do kilkunastu lat.
Autorzy przedstawiają dzieci z rozbitych rodzin, z których wiele nie doświadczyło w życiu miłości rodziców, a niektóre nie wiedzą nawet, co to znaczy być przytulonym. Dzieci te nie wiedzą, co to szacunek lub sfera prywatna. Przypadki przedstawione nie dotyczą na szczęście 100% niemieckich dzieci, ale pokazują dokąd to społeczeństwo zmierza,
gdy dzieci zostawione są same sobie i gdy konfrontuje się je z rzeczami, które są dla nich za trudne "do przerobienia". Autor książki mówi w wywiadzie telewizyjnym: "Nasz kraj tego nie przeżyje".

Oto niektóre z szokujących fragmentów publikacji:

"Jedenastoletnia dziewczynka czuje się brzydka, ponieważ nigdy jeszcze nie spała z chłopakiem."
"Szesnastolatek uprawia seks grupowy ze swoją matką."
"Siedemnastoletnia Jessie chodzi od dawna ze swoją 15 lat starszą matką do klubów aby poznawać mężczyzn. Jessie mówi, że spała już z 51 mężczyznami, swój pierwszy raz przeżyła w wieku 12 lat. Jej mama lubi młodych chłopców i czasami sypia z ex-przyjaciółmi swojej córki. Czasami uprawiają seks grupowy."
"Ośmioletni Wiktor obejrzał pierwszy film porno w towarzystwie mamy w wieku ośmiu lat. Jego mama uważa, że treść takich filmów jest czymś naturalnym dla człowieka."

Autorzy książki uważają, że rozmawianie o seksie już przestało być tabu, ale za to tabu jest rozmawianie o skutkach rozwiązłości seksualnej, a ja dodam, że i o wstrzemięźliwości również.
W Niemczech powstają ostatnio ośrodki pomocy dzieciom - katolickie i protestanckie.
Autor książki założył w 1995 roku taki ośrodek "Arka" w Berlinie. Dziś jest już kilka takich ośrodków.

W Polsce mówi się ostatnio o potrzebie edukacji seksualnej dzieci (nawet małych).
Niemcy już dawno konfrontowali swoje dzieci z tą tematyką i wcale nie jest lepiej, jeśli chodzi o moralność i życie seksualne - jest gorzej. Więcej chorych wenerycznie, więcej ciąż u nastolatek, więcej samotnych matek, więcej rozwodów, więcej zboczeń. Tutaj jest ogólnie dostępna pornografia, antykoncepcja i aborcja. Dzieci wiedzą o seksie bardzo dużo (również z pisemek dla młodzieży), ale nie wiedzą, co to prawdziwa rodzina, miłość, wierność, czekanie na seks.
Jedni ludzie drwią z moralności, rodziny, czystości, wiary, a inni (przeważnie chrześcijanie) zajmują się później ich zdemoralizowanymi dziećmi i wnukami. Sama byłam wolontariuszką (jedną z wielu tzw. ciemnych katoliczek i katolików z ciemnogrodu) przy kilku katolickich ośrodkach zajmujących się dziećmi zostawionymi samymi sobie. Ośrodki te prowadziły siostry Urszulanki i księża Salezianie.
Słyszałam, że do furty sióstr w środku nocy przybiegały dzieci z domów, w których źle się działo i były zawsze przyjmowane. W Polsce wiele parafii i klasztorów prowadzi taką działalność, ale niestety ludzi tych się nie pokazuje w mediach, bo po co pokazywać ciemnogród.
Drwijmy z moralności, a zobaczymy zgniłe owoce na następnych pokoleniach.
Uczmy dzieci szacunku do ludzi, szacunku do seksualności oraz wiary ojców, a będą szczęśliwe.
Mąż niech szanuje żonę, a żona męża. A jeżeli ktoś ma z tym trudności, niech idzie na terapię i modli się. Będzie lepiej.



Okładka książki.
2.01.09

Rodzice i córka

Zanim zaczniesz czytać, kliknij na ten link, a w czytaniu będzie towarzyszyła Ci muzyka.

http://pl.youtube.com/watch?v=XPjBOMS41eM

- piosenka TGD "W cieniu Twoich rąk"

Ostatnio natknęłam się na tekst mówiący m.in. o wychowaniu córek- wywiad z Markiem Dziewieckim.

Przytoczę kilka fragmentów:

"- Bycie Bożą księżniczką kształtuje się od dzieciństwa. Zadaniem ojców jest ochraniać córki, otaczać je czułością,podziwem i szacunkiem. Wtedy mają one dobry wzór mężczyzny i tym kryterium mierzą kandydatów na mężów. Dojrzała nastolatka nie szuka kopii swojego taty, ale kogoś równie dojrzałego, troskliwego i szlachetnego. Dla dziewczyny, która nie ma prawidłowego wzoru ojca,każdy chłopak może wydawać się księciem z bajki. Podobnie jak dla ludzi nieszczęśliwych szalenie atrakcyjny wydaje się alkohol.

- Mając ojca alkoholika, dziewczyna wybiera zwykle męża z podobnym problemem...

- Niestety, tak często się zdarza. Dziewczyna z rodziny, której rodzice byli alkoholikami, całym sercem marzy o odpowiedzialnym i trzeźwym mężu, a często wybiera innego kandydata,gdyż sądzi, że wie, jak z nim postępować. Wierzy, że nie popełni błędów swojej mamy i że go uratuje. Zwykle właśnie wtedy przegrywa...

(...)

- Rodzice są zwykle przekonani, że łatwiej jest wychować córkę niż syna. Córki są bardziej posłuszne, pracowite,zdyscyplinowane. Nie jest to jednak prawdą, gdyż córka jest bardziej niż syn wrażliwa na zranienia emocjonalne i moralne, na kryzysy rodzinne, a także na negatywny wpływ środowiska. Mocniej przeżywa własne słabości i rozczarowania. Potrzebuje nieustannych znaków miłości i troski, serdecznych rozmów i słów otuchy. Potrzebuje rodziców, którzy z czułością i dyskrecją wsłuchują się w jej radość i łzy, w jej słowa i milczenie, w jej wrażliwość i lęki, w jej poczucie osamotnienia czy bezradności. Wychowanie córki to pomaganie, by stała się „artystką”, anie „rzemieślnikiem” w przeżywaniu i wyrażaniu człowieczeństwa. To naprawdę towarzyszenie w narodzinach drogocennej perły...

- Na czym polega specyficzna rola matki w wychowaniu córki?

- Wychowanie córki wymaga obecności obojga rodziców,jednak o niektórych sprawach córka chętniej rozmawia z mamą. Głównie od niej — na zasadzie utożsamiania się lub na zasadzie buntu! — córka uczy się bycia kobietą, a także sposobu odnoszenia się do samej siebie i do innych ludzi. Roztropna matka pomaga córce w stawaniu się prawdziwą kobietą, która fascynuje dobrocią i głębią duchową, a nie tylko zewnętrznym wdziękiem. Uczy ją poczucia wartości i godności oraz szacunku do samej siebie. Najpierw jednak przygotowuje córkę na przyjęcie „niespodzianki”, jaką jest osiąganie dojrzałości płciowej oraz uczy ją cieszyć się swoją urodą w taki sposób, który nie prowokuje mężczyzn. Towarzyszy jej też w czekaniu na tego jedynego mężczyznę,który potrafi dochować miłości i wierności na zawsze. Córka najlepiej rozwija się wtedy, gdy jest kochana przez mamę, która cieszy się swoją kobiecością i która jest świadoma własnej godności.

- A jaki może i powinien być wkład ojca w wychowanie córki?

- Tata to pierwszy mężczyzna, z jakim córka ma bliski i stały kontakt. Wszystko jednak zależy od tego, jaki jest to kontakt. Córka może być bowiem dla swego taty prawdziwą królewną albo kimś, kto jest ignorowany, a nawet bity i poniżany, jak to ma miejsce na przykład w wielu rodzinach alkoholików. Dojrzały ojciec zaciekawia córkę swoją męską innością i daje jej poczucie bezpieczeństwa. Ojciec niedojrzały przeraża i zniechęca do kontaktu z mężczyznami. Nieobecność lub zła obecność ojca sprawia, że córka odczuwa bolesną pustkę, jest dosłownie głodna czułości i bliskości serdecznego mężczyzny. W konsekwencji łatwo uzależnia się od mężczyzn. Szuka u nich czułości,jakiej nie doznała od własnego ojca.

Dojrzały ojciec buduje więź z córką w kontekście emanującej miłością i szacunkiem więzi z żoną. Dzięki temu córka uczy się integrować swoją przyszłą rolę żony i matki. W okresie dorastania tata towarzyszy jej w odkrywaniu kobiecości i w budowaniu czystych więzi z chłopcami. Gdy córka cieszy się jego całkowitą dyskrecją i czułym oraz cierpliwym wsparciem, wtedy nie szuka przypadkowych i płytkich znajomości z mężczyznami. Właśnie dlatego potrafi wychować sobie dobrego kandydata na męża i krytycznie obserwować jego zachowania nawet wtedy, gdy jest w nim bardzo zakochana. W oparciu o więź z tatą córka tworzy sobie podstawowe wyobrażenie o mężczyznach i o sposobach kontaktowania się z nimi. Jeśli to wyobrażenie jest jednostronne czy zupełnie błędne, trudno będzie je skorygować w dorosłym życiu...

- A jeśli rodzicom wydaje się, że ich trud idzie na marne?

- Jeżeli rodzice szlachetnie wychowali swoje potomstwo, to owoce przyjdą. Dorastające dzieci, błądząc, czasem muszą trochę pocierpieć, by zmądrzeć, ale dobre rady i modlitwy rodziców przyniosą pozytywny skutek. Trzecim, obok miłości i wymagań, warunkiem mądrego wychowania jest demaskowanie zagrożeń. Warto rozmawiać o tym,co złego dzieje się w szkole czy w środowisku rówieśniczym. Trzeba chronić dzieci przed chorą filozofią życia lansowaną przez liberalne media."

To co zostało przytoczone powyżej na temat wychowania córki nie jest zawsze łatwe w realizacji, ale warto i nawet trzeba się starać.


Nasza córeczka skończyła dziś nad ranem 4 latka. Niecałe 5 lat temu dostaliśmy dziecko - wielki dar. Możemy ją kochać i możemy się nią opiekować. Dzięki Ci Boże i pomagaj nam.



Nasza córeczka też dostaje kwiaty od taty
(tak bez okazji).
14.01.09

Dzieci to nie aniołki

Dzieci to nie aniołki i laleczki do zabawy. Niekiedy słyszy się (tam skąd ja pochodzę) jak ludzie do świeżo upieczonych rodziców mówią "teraz to macie zabawkę". Zawsze mnie to irytowało, bo przecież ludzie wypowiadający to zdanie wiedzą przecież na pewno, czym jest wychowywanie dzieci. To my dla dzieci jesteśmy raczej zabawkami, które one próbują od wczesnego dzieciństwa "układać" po swojej myśli.
Według Dobsona dzieci testują rodziców i sprawdzają, ile im wolno, jak bardzo daleko mogą się posunąć i gdzie jest granica takiego, czy innego zachowania.
Dzieci nie są z natury potulne (no może niektóre), uległe, grzeczne, moralne. Małe dzieci oraz dzieci starsze potrafią być okrutne względem rówieśników i młodszych. Dzieci lubią się buntować, są ciekawe świata, ludzi, siebie nawzajem (łącznie ze sferą płciowości) i mogą już jako maluchy zostać bardzo zdemoralizowane przez ludzi, którzy powiedzą i pokażą im za dużo ze świata dorosłych.
Dzieci pozbawione wychowania staną się tzw. patologią, dzieci jakoś wychowywane, ale pozbawione miłości, mogą stać się patologią, ale nawet jeśli się nią nie staną będą nieszczęśliwe. Dzieci wychowywane bez moralności, skrzywdzą siebie i innych.
Nie da się wychować dzieci bez miłości i dyscypliny. I myślę przy tym, że jedno nie wyklucza drugiego. Bezstresowe wychowanie na wzór skandynawski uważam raczej za demoralizację dzieci, niż wychowywanie. Jak to powiedział kiedyś jeden z niemieckich kabareciarzy: "Kiedyś żeby być nauczycielem trzeba było mieć wykształcenie, dzisiaj trzeba mieć jeszcze broń." Nie tylko w Polsce nauczyciele boją się uczniów, w innych krajach boją się ich jeszcze częściej.
Wielu osądzą rodziców po zachowaniu ich dzieci. Bo rzeczywiście dziecko jest jak gąbka, która nasiąka tym, co jest w jej otoczeniu.
Z drugiej strony nie można odsądzać od czci i wiary rodziców, których dzieci lubią szaleć, są nadpobudliwe z natury, powiedzą coś "głupiego" lub kopną kolegę.

Dzieci rodzą się małymi dzikusami, jeśli pozbawimy je wychowania zostają dalej dzikusami, jeśli będziemy starali się je wychować, ukształtujemy je na takich ludzi, jakich oni zobaczą w nas lub jakich obiorą sobie za autorytety.
Naturalnie ludzie mają wolę i mogą np. wychowawszy się w patologii zapragnąć zmienić się i dokonać tego.
Zdarza się też tak, że ludzie mający kochających rodziców, schodzą na manowce życia.
Oba przypadki są jednak rzadkością.

Według mnie bardzo pomocny w wychowaniu jest Bóg - dobry Jezus, który zawsze podniesie człowieka w trudnej chwili i pomoże nie stracić głowy, gdy wszystko jest super.
Jeśli mówimy dziecku, że Bóg zawsze mu pomoże i pokazujemy mu na naszym przykładzie i przykładzie innych ludzi, że tak jest w praktyce, dziecko to zapamięta i gdy nas już zabraknie, w trudnej chwili nie załamie się, ale wiara da mu nadzieję, że wszystko może być dobrze, że nawet cierpienie może mieć sens i że z cierpienia można wyjść. Wiara w Boga daję siłę do niesienia trosk codzienności, kiedy wszystko może wydać się tylko monotonią, nuda i bezsensem i kiedy zabraknie miłości do bliskich.
A widzimy wokół siebie, że i z miłością bezwarunkową człowiek się nie rodzi, ale musi się jej uczyć i walczyć o nią. Miłość to nie uczucie, ale czyny i wierność danemu słowu - to będziemy mówić dzieciom. Wierność nawet wbrew sobie.
A tak w ogóle uważam, że wychowywanie dzieci nie jest łatwe.



Nasze dzieci (4 latka i 1,5 roku) razem na podium. Hamburg.



Nasza córeczka w polskim kościele w Hamburgu.



Nasz synek w swoim momencie refleksji. Hamburg.
08.01.09

Czarny geniusz

Będąc pod wrażeniem niedawno obejrzanego filmu pt. "Something the Lord made" w reżyserii Josepha Sargent'a (2004), chciałabym podzielić się moimi wrażeniami i przemyśleniami na temat segregacji rasowej.
Film opowiada historię Afroamerykanina - Viviena Thomas'a (1910 - 1985) na przeciągu 45 lat jego pracy na polu kardiochirurgii.
Pod koniec lat dwudziestych XX w. Thomas (wnuk niewolnika) ukończył szkołę średnią dla czarnych i zdobył zawód cieśli, jego marzenia sięgały jednak dalej - pragnął studiować medycynę - również w koledżu dla czarnych. W tym celu podejmował się różnych prac, aby zaoszczędzić pieniądze. Gdy rozpoczął pracę w laboratorium jako sprzątacz, zwierzył się ze swoich marzeń pracodawcy dr. Alfredowi Blalock'owi. Ten szybko odkrył talent czarnego chłopca z miotłą i zaangażował go do swoich badań kardiologicznych. Dr. Blalock bardzo cenił swojego genialnego współpracownika. Spowodował nawet, że został on zatrudniony jako jego asystent w renomowanym szpitalu, pozwalał sobie doradzać, lekarz asystował nawet przy operacjach na zwierzętach prowadzonych przez czarnego geniusza chirurgii. Dr. Blalock był pionierem na skalę światową w operacjach na otwartym sercu. Podczas pierwszych operacji na sercach chorych dzieci przeforsował, aby jego czarny asystent nie-lekarz doradzał mu przy nich, dzięki czemu odniósł międzynarodowy sukces, dostąpił wielu zaszczytów, zdjęcia jego i jego białych współpracowników ukazywały sie w najpoczytniejszych pismach na świecie. Nigdy jednak nie wspomniano w nich o Vivienie Thomas'ie, nigdy nie pozwolono mu stanąć do wspólnego zdjęcia. Dr. Blalock do tego nie dopuścił, ponieważ wiedział, że jego asystent jest lepszym kardiochirurgiem niż on. Owszem, schlebiał Thomasowi i nazwał go nawet "mistrzem psów", ponieważ ten prowadząc operacje na sercach psów zrewolucjonizował dziedzinę medycyny, którą się obaj pasjonowali.
Gdy Blalock nauczył sie operować, tak jak to czynił Thomas, pozwolił mu od siebie odejść i napawał sie "swoim" sukcesem.
Po latach uczyniono Thomasa dyrektorem laboratorium i pozwolono uczyć przyszłych kardiochirurgów. Kilka lat przed śmiercią uhonorowano go nawet doktoratem, ale nie w dziedzinie medycyny - były ku temu jakieś przeszkody. Uhonorowano go doktoratem z prawa. Aaa
Gdy Thomas przebywał w laboratorium był szanowany, gdy je opuszczał, musiał korzystać z toalety i stołówki dla czarnych, gdy wychodził ze szpitala musiał korzystać z wyjścia dla czarnych. W autobusie musiał zajmować ostatnie miejsca, a gdy autobus był przepełniony, musiał ustąpić białym pasażerom. Nie mógł robić zakupów w sklepie dla białych, ani chodzić do kin dla białych. W szpitalu wykonywał prace co najmniej doktora nauk medycznych, a otrzymywał przez długi czas pensję dozorcy. Gdy chciał sobie dorobić, posługiwał jako kelner na przyjęciach u dr. Blalock'a i innych białych kolegów lub reperował schody.
Vivien Thomas był geniuszem, który nauczył sie żyć w upokorzeniu, aby zajmować sie tym, co kochał - medycyną. Na studia nigdy nie zdołał odłożyć, ponieważ miał żonę i troje dzieci, które też musiał utrzymać.
Demokratyczna Ameryka wzbogaciła się na ziemi Indian i pracy czarnych niewolników, którzy żyli w czymś podobnym do obozów koncentracyjnych i byli pozbawieni statusu człowieka (nieliczni panowie postępowali z niewolnikami, jak z ludźmi).
Amerykanie segregowała ludzi do lat 60-tych ubiegłego stulecia.




Zdjęcie niewolnika.
30.12.08

Urodziny Boga

Niedługo obchodzimy Boże Narodzenie.
Z taj okazji chciałabym zastanowić się nad znaczeniem rodziny.
Około 2000 lat temu w Betlejem przyszedł na świat mały Jezus. Bóg narodził się z Kobiety, Jego opiekunem (nie biologicznym ojcem) był Józef. Narodziny nastąpiły w stajni.
Po co Bóg tak się mordował? Jako dziecko cierpiał chłód, bród, zimno i tułaczkę.
Może Bóg chciał do nas przemawiać przez swoje dzieciństwo. Może chciał nam pokazać, że rodzina jest bardzo ważna. Nie ważne, czy zamożna, czy biedna, czy biologiczna, czy adopcyjna, ważne, że kochająca.
A wierzę, że była to kochająca rodzina. Bóg musiał wybrać na swoją Matkę i Opiekuna ludzi niezwykłych.
Maryja mogła przecież sama wychowywać Jezusa. Bóg na pewno by Jej w tym pomógł. Jednakże Jezus dostaje opiekuna. Jezus uczy się od niego zawodu cieśli, chodzi z nim do świątyni, pewnie bawi się z nim i jest mu posłuszny. Maryja - cicha Matka. Cicha nawet w obliczu potwornej śmierci swojego Syna.
Bardzo podoba mi się poniższa rzeźba - Józef jakby łódź, a w niej bezpieczni Matka z Dzieckiem. Taki powinien być ojciec - opiekun, obrońca swojej rodziny. Czy biologiczny, czy adopcyjny, ważne, że kochający.
Bóg nie wymaga od mężczyzn, żeby rezygnowali ze współżycia z żoną (jak to było w przypadku opiekuna Jezusa), ale chce, aby ojciec był wierny swojej rodzinie - w zdrowiu i w chorobie. To samo matka.
To na prawdę boli, gdy widzi się maltretowane lub porzucone dzieci.
Ludzie, którzy nie są doskonałymi rodzicami, mogą się zmieniać na lepsze - CUD JEST MOŻLIWY. Boże Narodzenie jest okresem cudów. Dla Boga cud jest zawsze możliwy.

Życzę wszystkim rodzinom radości i pokoju, a tym, którzy nie mają rodziny prawdziwych oddanych przyjaciół.
Radosnych Świat



Rzeźba św. Rodziny (niestety nie znam autora)



Jezus i Józef, (nie znam autora)
21.12.08

Rycerz

Jak świat światem ludzie mieli wszędzie i zawsze te same skłonności do dobrego i złego. Każda epoka stwarzała dla ludzi sobie współczesnych określony model etyczny, moralny.
W czasach, kiedy pojawili się rycerze, ustanowiono dla nich kodeks. Nie dlatego, że rycerze byli jak szlachetne kwiaty układające się w piękny ogród, ale dlatego, że ich zachowanie bywało czasami po prostu ... dzikie.

Kodeks rycerski brzmiał:

O żywocie

*człeka wszelakiego szanować

*miłość w sercu nosić, prawdę sercem i usty wyznawać

*dobra i prawości przed złem i niesprawiedliwością bronić

*słowu danemu wiernym być

*zapalczywości nie mieć, gniewu nierozważnym uczynkiem nie wykonywać

*zważać na dumę rycerska, by pycha nie została splamiona

*nigdy, jako żyw, pleców swoich wrogowi nie pokazywać

O służbie

*ducha swego i ciało doskonalić, w wierności powołaniu swemu pozostawać, ciało swe w sprawności trzymać, być zawsze do broni gotowym

*majątek swój pomnażać i w należytym porządku trzymać, by godnie w pole wystąpić, gdy zajdzie potrzeba

*w miłosierdziu swoim hojnym być, w złej przygodzie uczynkiem i majątkiem wspomagać

O porządku

*sprzeczek nie miłować, ze skłóconymi pojednać się przed słońca zachodem

*rozkazaniu starszego we wszystkim być posłusznym

*oczu nie zamykać na grzechy występnych braci, lecz ku ich naprawie podążać

*nie być winu ponad miarę oddanym, umysł w trzeźwości trzymać

*do przyzwoitości sie wdrażać, słów złego w zwyczaju nie naśladować

*oręża pochopnie nie dobywać, w stanie gotowości utrzymywać

Trzy rycerza przymioty święte:

*czystość w miłości i prawdzie

*cześć rycerska moc uczynku rodząca

*sprawność oręża, ku obronie słabych i przestrodze niesprawiedliwych

Chciałam znaleźć jakiś dzisiejszy kodeks mężczyzny podobny do rycerskiego, ale niestety.
Dzisiejsze kodeksy mówią między innymi:

1.Kobiet jest wiele, ja jestem jeden
2.Każda kobieta chce seksu
3.Gdy czerpię przyjemność z obcowania z kobietą, to sygnał, że wszystko robię dobrze
4.Nikt nie jest nikomu nic winny
5.Bądź dominujący. Masz przewagę fizyczną, więc powinieneś występować po stronie tych, którzy dyktują reguły i warunki
6.
Bądź wielki. Miarą wielkości jest ignorowanie błahych, codziennych spraw, a zajmowanie się tylko tymi naprawdę ważnymi
7.
Bądź racjonalny. Stąpaj twardo po ziemi. Uwzględniaj tylko rzeczy namacalne i konkretne. Nie trać czasu na wyobrażenia i odczucia
8.
Bądź mężczyzną. Stawiaj czoła przeciwnościom, pokonuj je, nie pokazuj słabości, uczucia zostaw dla kobiet

Innych przykładów nie przytoczę, ponieważ wydają mi się za bardzo szmatławe.
Nie chodzi o to, iż kodeks rycerski sprawił, że od razu wszyscy mężczyźni stali się doskonali. Było jednak wiadomo, gdzie jest ustawiona poprzeczka, a była ustawiona wysoko.
Jak stawia się poprzeczkę dzisiaj - nisko. Poprzeczka po prostu leży na ziemi między petami, dragami, wymiocinami, prezerwatywami. Dzisiaj męski jest playboy, który zalicza dziewczyny (najlepiej jako nastolatek), modne jest spróbowanie narkotyków, usprawiedliwia się zdradę - że jakoby miłość mu się skończyła. Tylko że miłość to nie uczucia, ale czyny. Uczucie to zakochanie. To że się już nie czuje intensywnie zakochania, nie znaczy, że nie trzeba dalej kochać.

Niemalże każda kobieta chciałaby, aby jej mężczyzna był jej rycerzem.
Ile mniej byłoby łez dziewczyn, kobiet, dzieci, gdyby mężczyźni byli szlachetni (jak z kodeksu rycerskiego). Ale to dziś takie śmieszne, takie staromodne, takie chrześcijańskie. ŚMIESZNE.
Ale życie złamane kobiet i dzieci, złamane przez mężczyznę, który hołduje dzisiejszemu szmatławemu kodeksowi - raczej NIE ŚMIESZY.

Pocieszające jest, że KAŻDY, KTO CHCE, MOŻE SIĘ
ZMIENIĆ.

Nie wiadomo jakie skutki przyniosą nasze trudy wychowawcze (miejmy nadzieję, że jak najlepsze), ale to jaki wzór mężczyzny postawimy przed naszym synem, zależy tylko od nas.



Edmund Leighton (1853 - 1922), Pasowanie na rycerza (1901)
23.12.08